Skoro już tu jesteś może zostawisz po sobie jakiś ślad, żebym wiedziała co o tym myślisz, co mogłabym poprawić, albo o czym napisać by Ciebie zaciekawiło?

środa, 26 sierpnia 2015

Girl Online, czyli youtuber bierze się za powieść

zdjęcie pochodzi ze strony empik.com
Dziś przychodzę do Was z krótką recenzją, książki która nie jest może najświeższa, swoją premierę w Polsce miała już parę dobrych miesięcy temu (w kwietniu br). Sięgnęłam po nią wcale nie zaciekawiona fabułą, a samą autorką, czyli Zoe Sugg, brytyjską youtuberką, którą subskrybuje, już w tym momencie, prawie 9 milionów użytkowników. Jest to pierwsza książka jej autorstwa, ale nie ostatnia. Kolejną już niebawem zobaczymy w księgarniach, co było do przewidzenia biorąc od uwagę samą popularność jej osoby. W Anglii taki wysyp książek vlogerów trwa już jakiś czas, w Polsce dopiero się zaczyna. Póki co książkę wydali Lekko stronniczyRadzka, a na następne miesiące wydanie swoich dzieł zapowiedziały już Ewa Red Lipstick Monster i Paulina Mówiąc Inaczej. Z całą pewnością, będzie ich dużo więcej ponieważ te książki z miejsca są skazane na sukces. Zoe jest najbardziej znaną i lubianą vlogerką, dlatego zdecydowałam się zapoznać się z jej umiejętnościami literackimi. Przejdźmy do sedna...


TREŚĆ
Akcja obejmuje mniej więcej okres dwóch tygodni z życia 16 letniej Penny. W tym czasie zmaga się i zwalcza wszystkie dotychczasowe problemy. Bohaterka ma wiele cech autorki - stany lękowe, niezdarność, problemy w kontaktach towarzyskich; te wszystkie problemy były omawiane na blogu Zoelli jednak ona sama twierdzi, że nie jest to książka o niej. Penny prowadzi anonimowego bloga, jako Girl Online, gdzie "może być sobą", a swoich czytelników traktuje jak zaufanych przyjaciół. Penny ma ataki paniki w najmniej odpowiednich momentach, a do tego jej niezdarność sprawia, że dostarcza rówieśnikom powodów do śmiechu. Kiedy już uważa, że ośmieszyła się na tyle mocno, że już nigdy nikt na nią nie spojrzy nie wyśmiewając jej pojawia się okazja, by cała rodzina Penny spędziła święta Bożego Narodzenia w Nowym Jorku, a tam zaczyna się dziać.


WARSZTAT

Zaczęłam czytać i wcale nie od razu pochłonęła mnie historia Penny. Niezbyt rozbudowane dialogi, banalne sytuację i infantylna główna bohaterka. Ale tylko parę pierwszych stron tak wygląda, później tekst się rozwija. Dialogi faktycznie mnie nie powaliły - nudne, sztuczne nie raz, ale "z biegiem stron" nie raziło mnie to tak bardzo. Myślę, że duży wkład w treść dialogów miało przełożenie (Olga Siara), bo która dziewczyna wściekając się na swojego chłopaka krzyczy:

" - Kłamczuch! - krzyczę, wyskakując z łóżka. Podchodzę do toaletki, ściągam jego zdjęcie z lustra i drę je na kawałki. - Kłamczuch! Kłamczuch! Kłamczuch!"


Co ważne - strasznie szybko i lekko się czyta ten tekst. Mimo, że może historia być dość banalna i poniekąd znana, to "połknęłam ją". Na portalu Lubimy Czytać, ktoś napisał o Girl Online jako o współczesnym Notting Hill i w zupełności zgadzam się z tym porównaniem. Historia Penny niczym nie zaskakuje, jest taka jak tysiące innych już sfilmowanych, spisanych czy opowiedzianych, ale jednak wciąż może robić wrażenie.

WYDANIE

Zdjęcie pochodzi z profilu Zoe na facebooku
Okładka jest cukierkowo słodka, ale nie przesadzona. Myślę, że zupełnie w stylu Zoe. Jest naprawdę ładna, a w środku każdy rozdział rozpoczyna się estetycznym nagłówkiem, a na końcu zdjęcie samej autorki i jej podziękowanie, w którym wyraża wdzięczność za jej osiągnięcia paru dla niej ważnym osobą i jej fanom, bez których, jak sądzi nie miała by możliwości zaistnieć. Czcionka tekstu jest spora, myślę, że może to być zabieg, który miał powiększać objętość książki, a może po prostu właśnie to ułatwiało mi tak przyjemne czytanie ;) 


KONTROWERSJE

Przy tak dużej popularności nie mogło obyć się bez kontrowersji. Spekulacje głoszą, że książka została napisana przez Ghostwritera, do którego m.in. Zoe kieruje swoje podziękowania. Po opublikowaniu tej plotki, autorka napisała na swoim twitterze, że postaci w powieści są jej autorstwa, czym jednoznacznie nie powiedziała, że napisała samodzielnie całą książkę.
***

Sięgając po tę książkę nie spodziewałam się żadnej porywającej treści i podchodziłam do niej neutralnie, nie kierując się komercyjną otoczką, która powstała wokół powieści. Nie jest to wybitne arcydzieło, ale właśnie na okres wakacyjny powieść okazała się świetnym wyborem. Lekka, przyjemna, momentami naprawdę ciekawa książka na letnie popołudnia. Podoba mi się to, że porusza problemy, z którymi faktycznie zmagają się dziś nastolatki. Niezależnie czy autorką jest sama Zoe, czy ktoś pod czyim działem się ona podpisała to niewątpliwie jest to miła, relaksująca lektura :)

2 komentarze: