Skoro już tu jesteś może zostawisz po sobie jakiś ślad, żebym wiedziała co o tym myślisz, co mogłabym poprawić, albo o czym napisać by Ciebie zaciekawiło?

sobota, 29 sierpnia 2015

5 powodów by sięgnąć po latach do szkolnej lektury

źródło: google.com
Anie z Zielonego Wzgórza czytaliśmy obowiązkowo w szkole podstawowej. Jedni historię Rudej dziewczynki pokochali, inni podchodzili do niej zupełnie w lekceważący sposób, tak jak do całej reszty lektur. Myślę, że mimo, że książka jest raczej skierowana do młodszego grona odbiorców (a może wydaje mi się tak, tylko ze względu na to, ze kojarzy mi się z lekturą szkolną?), to niesie na tyle dużo wartości, by co jakiś czas do niej wracać i odkrywać na nowo. Historia romantycznej, małej sieroty, która zrobi wszystko by mieć swój ciepły, rodzinny kont na świecie, i której mimo młodego wieku, los dał w kość i doświadczył bardziej niż niejednego dorosłego. Właśnie w te wakacje postanowiłam wrócić, po wielu latach, do ulubionej szkolnej lektury, która podczas naszego pierwszego spotkania potrafiła wzruszyć mnie do łez, ale i rozśmieszyć. Byłam ciekawa emocji jakie tym razem we mnie wywoła. No i tym razem obyło się bez łez, chociaż cały czas uważam, że śmierć Mateusza Cuthbert, jest naprawdę przejmująca, a pierwszy dzień Ani na Zielonym Wzgórzu okropnym doświadczeniem. Za to śmiałam się przez co najmniej połowę książki. Myślę, że jest to powieść, która wprowadza czytelnika w swój świat od pierwszej strony, w taki sposób, że wszystko opisuje tak i mam wrażenie, że poznałam miasteczko na tyle dobrze, że gdybym znalazła się w nim naprawdę, wcale bym się w nie czuła się obco. Dlaczego, w ogóle piszę o starej, być może przez wielu, zapomnianej lekturze? Uważam, że opowieść ma w sobie wiele wartości, które warto pielęgnować, to raz, a dwa wypisałam pięć powodów, które być może sprawią, że sięgniesz ponownie po powieść i pochłonie Ciebie, jak mnie od początku do końca. :)

5 POWODÓW BY POLUBIĆ ANIE Z ZIELONEGO WZGÓRZA

1. Zaraża wyobraźnia.
To, że Anka była marzycielką jest oczywistością. Ania ma ogromną wyobraźnię, ale taką przyziemną. Marzy, że wygląda inaczej, że mieszka gdzie indziej - czyli o tym wszystkim, o czym każdy z nas myślał będąc dzieckiem (no, przynajmniej ja tak miałam;). Kiedy po raz pierwszy czytałam o jej "wymysłach" wiedziałam, że mam dokładnie tak samo, teraz kiedy czytałam o tym, myślałam z utęsknieniem o wyobraźni, która już nie pracuje jak kiedyś. Pamiętam, jak dawniej, kiedy ruszałam w jakąś podróż, z rodzicami oczywiście, to marzyłam, że jestem już dorosła i co robiłabym tam jako dorosła. Teraz chyba straciłam punkt odniesienia, którym wcześniej było dorosłe życie, aczkolwiek fajnie by było taki znaleźć i rozwijać te szare komórki. ;)




2. Bawi.
No proszę Was, tyle razy ile uśmiechałam się przy czytaniu, to chyba na drugą taką książkę nie trafiłam - a przynajmniej, w tym momencie nie jestem w sobie takiej przypomnieć.  Autentycznie śmiałam się czytając jak dziewczyny wpadły na pannę Bell w łóżku, jak Ania chciała ugościć Dianę i niechcący ją upiła, albo gdy postanowiła sprzeciwić się Matce Naturze i przefarbować włosy. Jeśli chcecie, możecie uznać mnie za wariatkę, ale NAPRAWDĘ mnie to śmieszyło.


3. Wychowuje.
W Avonlea panują żelazne zasady wychowawcze, które nie zawsze może wpisują się w dzisiejsze realia, aczkolwiek powinny być nadal ściśle przestrzegane. Szacunek, z którym młodzi odnoszą się do starych, pomoc w domu, która jest czymś na porządku dziennym, kary za złe sprawowanie, podział społeczny - dzieci były dziećmi, ale znały dokładnie swoje obowiązki, miały czas na zabawę i na pracę. Tego wszystkiego, myślę, że nie do końca przestrzega się w co raz większej ilości domów, gdzie bardziej rządzą dzieci, a nie rodzice.


4. Pobudza ambicje.
Łatwo zarażam się ambicją, a Anka rywalizuje o oceny, pragnie dostać się na Akademię i robi wszystko by wypaść jak najlepiej. Może to najbardziej niesprecyzowany punkt tego zestawienia, i nie wiele o nim napiszę, ale nie macie tak samo? Czytając o ciśnieniu, które ktoś ma w związku np. z nauka (jak w tym przypadku), czy z tempem pracy jak w "Diabeł ubiera się u Prady"?


5. Jest nasycona modą.
Sukienki, których pragnę dziewczyny w Ance u nas wcale by nie przeszły, ale chcą one ich tak bardzo i tak o nich mówią, że widać jak ważna była moda już te ileś set lat temu. Ania długo marzy o sukience z falbanami i bufkami, które im większe tym lepiej. Wszystkie kobiety/dziewczynki z Avonlea współczują małej, że Maryla każe jej nosić zwykłe, proste sukienki kiedy nie są kompletnie w modzie, a krój sukienki zależy przecież tylko od Maryli, bo sama je dla Ani szyje. Suknie, kapelusze, buciki - wszystko jest ważne i jak zdaje się mojej wyobraźni, naprawdę bardzo ładne. 



A Wy, do jakiej szkolnej lektury chętnie wracacie? Którąś uważacie za ponadczasową?

2 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja do Ani wróciłam chyba dwa lata temu w wakacje :) przebrnełam przez jakies 4 części :)

    OdpowiedzUsuń