Skoro już tu jesteś może zostawisz po sobie jakiś ślad, żebym wiedziała co o tym myślisz, co mogłabym poprawić, albo o czym napisać by Ciebie zaciekawiło?

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

50 twarzy Greya - w czym leży fenomen?


Zachęcana komentarzami i opiniami o najlepszej babskiej trylogii, o wspaniałym Greyu, o powieści erotycznej postanowiłam sięgnąć i przekonać się cóż tam jest takiego opisane, że Panie pochłaniają stronę za stroną. 

Od samego początku rozczarowałam się postacią głównej bohaterki -Anastazji. Jest tak nijaką postacią, że gdyby tylko ona występowała w tej książce nie dobrnęłabym nawet do połowy. Studentka literatury, nie imprezująca, z brakiem doświadczeń z facetami, z liczbą znajomych ograniczającą się zaledwie do dwójki najlepszych przyjaciół. Za to Christian Grey, jest tą postacią, która skupia naszą uwagę, czyli zupełnym przeciwieństwem Any. Przeraźliwie uprzejmy, zaskakująco bogaty, bosko seksowny i intrygująco niedostępny. Mężczyzna o których marzy każda kobieta. 
Ale, co by było gdyby Szary nie był bogaty? Gdyby nie był wielkim biznesmenem, nie posiadał samolotu, szybowca, iluś tam samochodów, ogromnego mieszkania, i ludzi od wszystkiego począwszy od sprzątaczek po detektwów? Myślę, że byłby urokliwy, ale czy dla wszystkich? Śmiem wątpić, mimo że pieniądze to nie wszystko. 

Podobno erotyk. Kolejne rozczarowanie. Hm, a może to po prostu dla mnie było za mało opisane? Może to co jest opisane w książce to tylko zalążek tego co ma mi zafundować moja wyobraźnia? Ale parę klapsów, związane ręce, zakryte oczy nie działają na mnie w żaden sposób. Zgadzam się w zupełności z Panią Malwiną Sławińską, która stwierdziła, że E.L. James ma najzwyczajniej w świecie ubogie słownictwo. Oczywiście sceny erotyczne są bardzo ciężkie do opisania ze względu na jednoczesny opis pozycji ciał, odczuć cielesnych i emocjonalnych. 

Pierwszą połowę książki czytałam bardzo sceptycznie, zdziwiona ,,O co tyle zachodu?" -myślałam. Mimo wszystko czytałam dalej, a nawet trochę z wyczekiwaniem kolejnych wydarzeń, pomimo całej przewidywalności historii. Mojego życia ta książka bynajmniej nie zmieniła, nie wciągnęła też na tyle, że ubolewałam nad jej końcem, ale by ją ocenić trzeba ją przeczytać. Ja się dziwie, moja przyjaciółka się zachwyca. W końcu sprzedanie 40 milionów powieści nie jest liczbą wymyśloną, a faktem. Jedne (bo nie sądzę, by mężczyźni zaczytywali się w tej trylogii) kupowały ją pewnie z czystej ciekawości, inne już zafascynowane. Osobiście do tego lekkiego czytadła nie wrócę, ale przynajmniej już wiem, mniej więcej, o co w tym wszystkim chodziło, bo fenomenu niestety nie pojęłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz