Skoro już tu jesteś może zostawisz po sobie jakiś ślad, żebym wiedziała co o tym myślisz, co mogłabym poprawić, albo o czym napisać by Ciebie zaciekawiło?

czwartek, 1 czerwca 2017

Palenie zabija

Na pewno widzieliście nowe paczki papierosów. Mają uświadamiać palaczy o konsekwencjach nałogu. Jednak czy faktycznie spełniają swoje zadanie? 

Ponoć, wcale nie zaobserwowano spadku sprzedaży, a wręcz przeciwnie. (Co oczywiście jest przypadkiem, bo przecież nikt nie kupuje paczki, by popatrzeć na te obrzydliwe zdjęcia).

Dlaczego tak się dzieje? 

Widziałam zaledwie kilka z tych fotografii i naprawdę są przerażające, jednak... nie przekonujące. Patrząc na nie, nie czuję się bezpośrednio zagrożona, czy zmartwiona, raczej myślę - przesada. Są przerysowane, no i kto słyszał, żeby komukolwiek z jego otoczenia odpadały palce od palenia? (Nie mówię, że nie ma takich przypadków w świecie, różne choroby dopadają ludzi, jednak chodzi o ich powszechność).
źródło: https://tumblr.com
Początkowo, chciałam uzupełnić ten wpis o przykładową 
paczkę, o których mowa, jednak 
są zbyt obrzydliwe, by je tu umieszczać.

Obrazki, faktycznie wywołują nieprzyjemne odczucia, jednak palacz nie czuje się bezpośrednio zagrożony, kiedy osoba na zdjęciu wygląda jak pijak spod sklepu w kiepskiej dzielnicy. Myślę, że palący są zewsząd informowani o zagrożeniach nałogu, a jeśli nie i nie codziennie, to są ich świadomi, i robią to z pełną odpowiedzialnością. 

Zapytałam jednego z palaczy w moim otoczeniu, czy zdarzyło się mu poprosić ekspedientkę o wymianę paczki ze względu na jej wygląd. Okazało się, że owszem, niektóre są tak wstrętne, że nie masz ochoty patrzeć nawet ukradkiem na tragiczny stan jamy ustnej, już lepiej wygląda trumna, czy nawet dziecko z papierosem.

Nie palę, ale jak sobie tak pomyślę: jak mam cholerną ochotę na czekoladę, ale nie na kawałek, a tabliczkę, to czy ja faktycznie pomyślę o tym, że zjedzenie tej tabliczki wywoła u mnie otyłość, próchnicę, a co gorsza choroby serca, wątroby i układu nerwowego? Nie, bo uważam, że raz na jakiś czas taka ilość nic mi nie morze zrobić, co najwyżej zemdlić. I tak samo jest z paleniem. 

Wiadomo, że jak ktoś ma obsesje na punkcie dbania o linię, to nie zeżre tej czekolady, a jak ktoś ma obsesje na punkcie zdrowia, to nie sięgnie po papierosa. Tyle.

Jeśli osoba nie widzi problemu w paleniu, to akurat taki obrazek nie koniecznie sprawi, że jej się odechce. 

Więc jaki ruch, może spowodować faktyczne zmniejszenie palaczy w naszym otoczeniu? Jakieś pomysły? A może nie ma takiego ruchu, bo w końcu każdy odpowiada za siebie i robi co chce.

sobota, 27 maja 2017

Komunie XXI wieku

Parę dni temu trafiłam w telewizji na program o komuniach (po szybkim researchu znalazłam nawet tytuł) "Największe irlandzkie komunie" i mówiłam "Niemożliwe, nie wierzę, że gdziekolwiek można robić taką szopkę z komunii. W Polsce na bank by to nie przeszło!". A tu proszę, zaledwie dzień czy dwa później na fecebooku widzę nagłówki i zdjęcia o tym jak dziecko pod kościół zajechało limuzyną, zaśmiałam się, ale to co później zobaczyłam - serio byłam w szoku. Znany zespół (już mniejsza z jakiego kręgu muzycznego) grający koncert na przyjęciu komunijnym! Kurde, no to nie są tanie rzeczy, ja nikomu nie liczę ile ma w portfelu, ale wydaje mi się, że to nie ten rodzaj przyjęcia, na które się tyle wydaje i zapewnia takie atrakcje. No i główne pytanie: po co? 
źródło: http://www.heathershapirophotography.com/
Pierwsza komunia jest bardzo ważnym sakramentem, pamiętam jak ja przeżywałam ten dzień i jak się do niego przygotowywałam pełna nerwów. Naprawdę, czułam w tym wieku 8 czy 9 lat, że to jest coś bardzo ważnego, że naprawdę coś się dzieje w moim życiu duchowym. Nie wiem od czego to zależało, czy od wychowania w domu czy w szkole, czy po prostu taka się urodziłam, ale byłam przekonana w tedy, że wszyscy którzy ze mną uczestniczą w tym dniu, czują to samo i sądziłam, ze każde kolejne dzieci też przeżywają coś ważnego. Fakt, im dłużej żyję tym widzę, że dla połowy, jak i nie większości z tych dzieci jest to zupełnie bez znaczenia, nie do końca wiedzą co się dzieje, ale co się dzieje w okół tych wydarzeń to jest dopiero fenomen.
Rodzic nakręca rodzica - co raz wystawniejsze przyjęcia, zarezerwowane już nie tylko dla najbliższej rodziny, i wygląd samych (tu zwłaszcza) komunistek - specjalne sukienki, fryzury od fryzjerów. No i prezenty. Nie ma co odwoływać się akurat w tym przypadku do tego, jak było kiedyś. "Bo kiedyś liczył się sam gest", "Kiedyś to nie było takich prezentów!". Pewnie, że nie było, bo połowa z nich zwyczajnie nie istniała! Były inne na miarę czasów i to one w tedy stanowiły obiekt pożądania - piórniki, zegarki, rowery. Kiedy pojawiły się komputery - nikogo nie dziwiło daanie ich w formie prezentu, dalej były telefony komórkowe, aż doszliśmy do quadów, skuterów, tabletów i nie wiem co aktualnie jest pożądane przez ośmiolatków. Pomimo, że trochę nie wiem po co są te prezenty i w ramach czego? Rozumiem prezenty ślubne - dla dwojga ludzi na początek nowej życiowej drogi, ale komunijne? Nagroda, za co? Taka tradycja. A Wy, co myślicie o prezentach i wystawnych przyjęcia z fajerwerkami, tańcami organizowanych w co raz to wymyślnych miejscach - agroturystyka, a nawet czytałam o komuniach na basenach, ale to akurat może nie jest prawdą? Jednak podsumowanie "bez przesady", strach wypowiadać, bo przesady jest tu co raz więcej
Jutro niedziela, zobaczymy może w tym tygodniu media również doniosą o ciekawych komunijnych trendach.

środa, 24 maja 2017

Cholera, fajne! #2

Dziś na tapetę wchodzą seriale komediowe, które ostatnio pochłonęłam i czekam na kolejne sezony! Jeśli ich nie znacie, piszę o nich by je polecić, jeśli nie zachęci Was mój opis, to i tak spróbujcie uwierzyć, że być może to ja je pokaleczyłam, a one złe nie są i warto obejrzeć choć jeden odcinek! Też mi coś polećcie!


źródło: https://www.facebook.com/crazyxgf/
> Crazy Ex-Girlfriend
Naprawdę, chyba ze wszystkich seriali, które do tej pory obejrzałam, to był ostatni na liście, który obstawiałam, że mi się spodoba. Naprawdę, włączyłam pierwszy odcinek "ot tak", bo był w proponowanych i po pierwszych minutach myślę "O Boże, musical...". I chyba nawet wyłączyłam, ale jakoś tak w sumie zainteresował mnie, bo scenariusz w sumie wydał się taki... życiowy - głupkowaty, przerysowany, ale życiowy. Nie wiem, może ja żyje w jakiejś innej rzeczywistości - jak tak, to mnie uświadomcie, ale niech pierwsza rzuci kamień ta, która nigdy za żadnym chłoptasiem nie latała! Mi się zdarzyło, może nie byłam w tym czasie i/w wieku głównej bohaterki, i w jej sytuacji nie koniecznie bym tak postąpiła, ale widziałam siebie w niektórych sytuacjach i naprawdę się uśmiałam. Polecam, zwłaszcza jeśli nie lubicie musicali, chyba to pierwszy krok by się do nich przekonać. Jakoś po paru odcinak nawet mnie to nie drażniło.





> Grace i Frankie
źródło: https://www.facebook.com/GraceandFrankie/
Zaprzyjaźnione przez laty dwa małżeństwa. Panowie darzą się ogromną przyjaźnią, panie wymuszoną uprzejmością - myślę, że scenariusz nie raz przez nie jedno z nas w życiu widziany, ale nie z takim obrotem spraw! Po latach wychodzi na jaw, że mężczyźni są homoseksualistami, a ich przyjaźń jest o wiele -wiele! bliższa niż wszystkim się do tej pory zdawało. Serial skupia się głównie na kobietach, które po latach małżeństwa starają się odnaleźć w zaistniałej sytuacji i choć o wiele starsze (ode mnie na przykład), to budzą ogromną empatię i sympatię. Super serial na leniwe popołudnia, zabawny, lekki, żadne polityczne gierki i science-fantastyczne walki o przetrwanie.





źródło: https://www.facebook.com/LoveOnNetflix/
> Love
Dwoje ludzi, w nie koniecznie udanych jak się okazuje związkach, spotyka się w przełomowych dla nich momentach, obie postaci podchodzą pod antybohaterów - nie wystarczająco ładni, nie wystarczająco dobrze ubrani, nie wystarczająco poukładani. Nawet na samym Netflixie serial ulokowany jest w kategoriach "Dziwne, Prześmiewcze", bo oni -Mickey i Gus, są takimi freakami właśnie; a budzą w końcu taką sympatię, że mimo ich niepowodzeń życiowych i nie zdrowych (zarówno da zdrowia jak i otoczenia) uzależnień utożsamiasz się z nimi, współczujesz i kibicujesz. Ten serial jest ujęty w zupełnie przeciwny sposób do powyższych, tamte były raczej przerysowane w tę stronę "idealną", ujęte w ładnej scenografii w ładnych domach, w ładnych ubraniach z ładnymi ludźmi, a tu jest taki.. naturalnie (nie to, że tak ciężko o ładnych ludzi). Po prostu, masz wrażenie, że tacy ludzie żyją obok. A do tego niebawem nowy sezon, ha!

wtorek, 26 kwietnia 2016

Zajebisty świat. Nikt nie jest samotny, wszyscy są zajebiście szczęśliwi.

"(...) Jedną z najłatwiejszych emocji do odegrania, zagrania, jest szczęście. Szczęście jest najłatwiejsze, dlatego wszędzie jest pełno szczęścia. Robimy sobie foty - wszędzie szczęście. Kurde, nikt nie jest nieszczęśliwy, wszyscy są szczęśliwi. Nie ma innych emocji na świecie, tylko szczęście. Dzieje się tak dlatego, że szczęście jest bardzo łatwo udać. Jako że każdy z nas ma jakieś umiejętności aktorskie, to w szczęściu jesteśmy bardzo dobrzy. Możesz być wewnętrznie nieszczęśliwy, ale jak się uśmiechniesz, to wszystko jest dobrze. To jest zapożyczenie z Robina Williamsa, który mówił, że wystarczy się uśmiechać by ktoś nie wiedział jak bardzo cierpisz w środku, i w 100 % się pod tym podpisuję, w szczególności w dzisiejszych czasach, kiedy jesteśmy obsiani tymi zdjęciami, tak jak mówię na Instagramie, na Snapczacie, wszyscy są, kurwa, szczęśliwi! To jest niesamowite. Zajebisty świat. Nikt nie jest samotny, wszyscy są zajebiście szczęśliwi. Wydaje mi się, że dodając do tego gara, tylko nakręcamy problem. (...)" Włodek Markowicz, wystąpienie na Blog Forum Gdańsk 2015

Usłyszałam to i myślę - cholera, może racja? Może nie wszyscy są szczęśliwi. Tylko, fakt, że uśmiechamy się i ktoś "łyka" nasze szczęście, może być też zwyczajnym zobojętnieniem na drugiego człowieka, które przecież też jest powszechnym zjawiskiem. Jesteśmy obojętni na innych. Nie obchodzi nas co druga osoba myśli, czuje, jaka jest, a jednocześnie czujemy się cholernie samotni. Potrzebujemy drugiego człowieka, nie do końca będąc tego świadomi. Odpychamy ludzi, mając na nich wyjebane, a dręczy nas samotność. Dużo dało mi do myślenie wystąpienie Włodka Markowicza, więc do wielu aspektów tam poruszonych będę się odnosić. Jesteśmy samotni, zadręczamy się, i podzielenie się z drugim człowiekiem może być jakąś radą na to, ale nie jesteśmy w stanie tego zrobić, bo wszyscy są zamknięci na emocje. Jeśli ktoś jest szczęśliwy? Super! Piątka! Cieszę się razem z Tobą. Jeśli ktoś jest smutny/zły/nieszczęśliwy/zraniony? Nie płacz - nie uzewnętrzniaj złych emocji, bo nawet nie wiem jak na nie zareagować, mam Cię przytulić? Mam siedzieć cicho, a Ty powiesz mi ile chcesz? Ludzie wbrew pozorom nie potrafią ze sobą obcować. I mówię to na własnym przykładzie, ale wierzę, że nie tylko ja tak mam. Napisałam o tym, że ta "druga strona" nie wie jak się zachować przy odbiorze złych emocji, ale nadawanie ich też nie jest proste. Wstydzę się ich. Wstydzę się i gardzę przyczynami, które wywołują u mnie przygnębienie, płacz, czy zwykłą nostalgię. Nie chcę być słaba. Nie chcę by odbierano mnie jako słabą. Nie chce, ani przez moment poczuć, że jestem jak sierota siedząca w kącie, głaskana ze współczuciem po główce. Dzielimy emocje na dobre i złe. Te dobre, są stanami do których każdy dąży, każdy powinien odczuwać, jest to jakaś norma. Te złe, czyli te gorsze, te które sprawiają, że jesteśmy rozbici, które nas bolą. A co jeśli nie ma pomiędzy nimi znaku mniejszości, a równości? Czy to możliwe, by wszystkie mocje były sobie równe i nie było tych złych i tych dobrych? Osobiście, ciężko mi w to uwierzyć, ale myślę, że jakaś w tym może być prawda. Nostalgia nie musi być zła, w końcu świat jest czarno-biały, a nie tylko biały... 
Wszyscy musimy być szczęśliwi. Taka norma panuje w społeczeństwie. - Co u Ciebie? - W porządku. Kto odpowie, że do kitu? Nie obchodzimy siebie nawzajem, a nieszczęście traktujemy jak coś wstrętnego, odrzucającego. Świat składa się z nieszczęśliwych jednostek, gryzących się samotnie ze swoimi problemami, które tworzą szczęśliwy świat. Świat przedstawiony, bez reżysera.

poniedziałek, 12 października 2015

10 sposobów na organizacje Twojego czasu

źródło: weheartit.com
Dziś coś na temat organizacji. Zaczyna się nowy rok akademicki, ja do świata żywych i w miarę zorganizowanych ludzi też powracam. W związku z tym, postanowiłam zebrać wszystkie moje sposoby na to, by o niczym nie zapomnieć w natłoku obowiązków. Nie są to jakieś odkrywcze sposoby. Każdy je pewnie zna, ale nie każdy koniecznie potrzebuje korzystać. Ja lubię planować, lubię zapisywać, lubię mieć poczucie, że wszystko ma swoje miejsce. Lubię, nie oznacza, że tak jest. Ale każda próba zbliża nas do celu, nieprawdaż?

"Czas jest najsprawiedliwiej podzielonym dobrem - wszyscy mają go tyle samo. Niestety, tylko niewielu wie, jak z niego korzystać." 

10 sposobów na organizację Twojego czasu
1. Wstawaj wcześnie. Ludzie, którzy wcześnie wstają mają większe szanse by osiągnąć życiowy sukces. Tą mądrość życiową zaczerpnęłam od Mateusza Grzesiaka, o którym już Wam mówiłam w poście cholera, fajnie. W sieci znalazłam też informację, ze nasz mózg (każdy! nawet jeśli sypiasz zwyczajnie do godziny 11, a wcześniejszej godziny na zegarku nie widziałeś od paru dobrych miesięcy), najefektywniej pracuje o godzinie 8 rano! Ponadto, im wcześniej wstaniesz tym Twój dzień jest dłuższy, możesz więcej zrobić nie musisz do tego zarywać nocki! Ok, teraz możesz powiedzieć, że lubisz przesiadywać nocami, jesteś tak zwanym Nocnym Markiem, ale jeśli tylko pozwoli Ci na to Twoja szkoła, praca, ect. noce możesz zostawić na przyjemności - obejrzeć film, przeczytać książkę. Nie odkładaj pracy na później, bo mózg może dać z siebie wszystkiego.

poniedziałek, 28 września 2015

Film na jesienny wieczór - Interstellar #1

źródło http://www.impawards.com/
W przeciągu ostatniego tygodnia obejrzałam parę filmów. Po bardzo długim czasie niechęci do siedzenia przez półtorej godziny (co najmniej) i skupiania się na konkretnej historii. Nie wiem czemu miałam przez około pół roku taką niechęć do filmów. Przecież może to jednorazowo półtorej godziny, ale gdyby zebrać wszystkie godziny które poświęca się na obejrzenie serialu? Bardziej się opłaca opcja pierwsza i poznajesz cała historię. Co nie zmienia faktu, że lubię oglądać seriale, ale strasznie wkurza mnie to, że jest ich już teraz tak dużo i tyle z nich chciałabym zobaczyć, a nie mam na to czasu.

Interstellar (2014)
reżyseria i scenariusz: Christopher Nolan

Science fiction, a ja nie oglądam takich filmów, zawsze gdy szukałam interesujących tytułów na filmwebie, to ten rodzaj od razu odrzucałam, nie było żadnych ale. Od razu wiedziałam, że tę produkcję chcę obejrzeć, od kiedy zobaczyłam pierwszy zwiastun. A przecież "nie miał prawa mnie zainteresować", a co dopiero spodobać mi się. Jednak tak się stało. Świetny film. Po pierwsze, efekty specjalne - mistrzostwo! Z resztą, w tej właśnie kategorii został wyróżniony Oscarem, co zupełnie mnie nie dziwi. Ogromne wrażenie robią perfekcyjnie przedstawione nawierzchnie planet, zachodzące na nich zjawiska, dziury powietrzne, galaktyki. Wyraźne, czyste kolory. Estetycznie robi ogromne wrażenie. Obsada filmu jest pierwszorzędna. Matthew McConaughey (znany m.in. z "Jak stracić chłopaka w 10 dni" (2003), nagrodzony Oskarem za role w "Witaj w klubie" 2012), Anne Hathawey (znana z "Diabeł ubiera się u Prady" (2006) czy "Les Miserables Nędznicy" (2012) z roli drugoplanowej, za którą otrzymała Oskara), Ellen Burstyn (znana z "Requiem dla snu" (2000) z roli za którą otrzymała Złotą Stelitę). Oglądając duże wrażenie zrobiła na mnie gra młodej Mackenzie Foy, która wcześniej grała córkę Edwarda i Belli ze "Zmierzchu". Córka, którą odgrywała była mocno związana z ojcem, musiała pogodzić się z tym, że decyduje się on na wyprawę w kosmos, by ratować ludzkość. Piętnastoletnia Mackenzie nie dość, że jest prześliczna, to widać, że ma ogromny talent. Fabuła jest bardzo ciekawa, nie ma elementów nudy, nie zdarzyło mi się pomyśleć nic na zasadzie